czwartek, 11 kwietnia 2019

koszmar szpitala

Stan zdrowia mamy jest zły. Od kilku dni nie jadła, nie piła, nie przełykała.Jest w szpitalu Chciałabym by jej pomogli, ale. Przy przyjęciu, na SORZE ,, pani powiedziała,że to śmiertelne, pytam Co? , pani mówi - wiek.
Potem pani doktor na oddziale, karze szykować się na śmierć, Pytam ale co jej jest? - odpowiedz- wiek. Mówię,że jest zdrowa, nie ma cukrzycy, nadciśnienia, serce zdrowe.
Pani doktor- onie serce ma chore.Ale na jakiej podstawie ta opinia, EKG zle wyszło czy co.
Pani doktor, ma chore serce, bo jest stara.

A pielęgniarki, kroplówkę ""wlewają " obok żył. Mowie, że coś nie tak z tymi kroplówkami, i cała taka jak balon. Panie mówią,że żyły pękają. W niedzielę, kroplówka szła "na całość'', dzisiaj też.
Noga jak piłka, welfron ledwo przyklejony jednym malutkim plasterkiem i płyn zamoczył poduszkę, co ją ma pod stopą.Pani założyła nowy wkłucie i o dziwo ustawiła kroplówkę na FUUL. po prostu płynie, zaraz pęknie kolejna żyła. Zmniejszyłam, ale nie mogłam zalesić pielęgniarki zanim musiałam iść na busa. Czytam, że to nie tak być powinno. Pytam mądrych ludzi, oni też tego nie rozumieją. Czy moja mama ma umrzeć. Taki mają plan. Bo ja widzę poprawę, kazałam karmić sonda, je,  Dotoczyli krew. Powinno być dobrze.Ale te kroplówki.






W domu kilka razy miała kroplówki, nigdy żyła nie pękła.Czasami welfron był za długo to go wymieniałyśmy. Nigdy nie szedł płyn poza żyle. Czasami czuwałam kilka godzin. Szła powolutku. 



Brak komentarzy: