wtorek, 13 listopada 2018

co lepsze?

Od kilku dni nie daje mi spokoju pewna wypowiedz.
"- Moja mama miała lepsze warunki, bo w swoim domu miała łóżko i materac i cztery razy na dobę zaglądałyśmy do niej na przemian, bo żadna z nas nie chciała brać na siebie trudu opieki. Ale miała dobre warunki, przy śniadaniu wypijała szklankę , potem też szklankę , za każdym razem piła szklankę. Dużo piła.
- czy sama się przekręcała na łóżku? ,
 - Nie, leżała sobie. Potem nie chciała jeść i umarła.
- na co chorowała?
- na nic , umarła ze starości.-powiedziała córka, pielęgniarka z wieloletnim stażem zawodowym"

   Najpierw przyjęłam tę rozmowę jako odbytą, bez emocji.
Potem spojrzałam na moją nieporadna, zupełnie niesamodzielną mamę i zaczęłam zadawać sobie pytania.
    Czy to, że całymi nocami czuwam nad spokojnym snem, że czasami talerz zupy jemy z mamą na kilka podejść, że szklanka picia to kilkanaście podejść i główkowanie jak napoić, by się nie zachłysnęła.
    Gdy niepokój pojawia się przy kichnięciu, bo jak nie daj Boże katar czy kaszel to może sobie mama nie poradzić. Oklepywanie, przekładanie z boku na bok, oglądanie uważnie, czy gdzieś nie na zaczerwienionej skóry, czy ranki.
To kombinowanie, jak wzbogacić mamie dietę, bo to zatwardza, a to podnosi cukier, a to nie bardzo można zmiksować.

 Nie wiem, może te warunki, jakie ma moja mama są zbyt skromne, może źle robię. Ostatnio wpadło mi do głowy takie zdanie-" nikt nie uczy się się jak być rodzicem" myślę, ze nikt nie uczy się jak być dzieckiem, rodzicem, małżonkiem. Mozna nauczyć się zawodu, i wykonywać go dobrze lub źle.

Rodzicem, dzieckiem czy małżonkiem, a także rodzeństwem się jest bez żadnej szkoły, a oceną jest nasze sumienie, tylko i aż .


niedziela, 25 lutego 2018

kruchość naszego życia

dziecko


Jak niewiele trzeba, by było groźnie.
Jakies kichnięcie gdzieś w tłumie, i gotowe. Niska odporność w danej chwili, niekoniecznie stała niska odporność i chorupsko męczy dzieciątko.
I ten lęk w oczkach dziecka i ta wiara w dorosłych. I ten lęk, ze nie sprostam. I strach, ze może być gorzej.
Te uczucia potrzebne i niepotrzebne zarazem. Potrzebne dla ratowania i niepotrzebne, bo wprowadzają niepokój w serce, drżenie rąk, Krótki sen, czujność na każdym kroku i przy każdej malutkiej nawet zmianie.

Staruszek 


Ta niemoc dogadania się w fazie demencji starczej, zniewala nas niemal całkowicie.Trzeba wiele samozaparcia, by wydobyć z siebie tą czujność, tą wrażliwość. Bo to jęknięcie znaczy ból, inne głód, inne cierpienie a jeszcze inne zimno.
Ile stanów lękowych nieznanych do tej pory pojawia się obecnie.Taki czujny i skupiony sen, by reagować na każde stęknięcie. Takie spojrzenie co widzi więcej niż widać..Takie myśli, o których nie wiedzieliśmy, że istnieją. I ten dobry i zły lęk. Jeden mobilizuje i uruchamia działanie, drugi zniewala, odejmuje siły i myślenie.
Nigdy nie pomyślałam nawet, ze człowiek tyle potrafi i musi znieść. A jednak.
Człowiek może wiele więcej, niż można zapisać. bo wiele jest stanów, które nawet nazwy nie maja a istnieją.
No tak - filozofia - powiecie. A ja powiem - ZYCIE.

znak czasu

Opiekując się moją mama, zdałam sobie sprawę jak ważne są małe potrzeby. Można powiedzieć podstawowe potrzeby człowieka.
Ale to tylko dygresja do ostatnio poczynionych obserwacji.
Stałam w dużym sklepie, tzw supermarkecie w kolejce do kasy i potraciła mnie matka z dwójką dzieci spiesznie przeciskająca się obok kolejki. Nie, nie, nie chciała być pierwsza, chciała szybko wyjść, bo dziecko miało potrzebę wyjść, jeśli wiecie o co chodzi. Wymijając kolejkowiczów, rzuciła pytanie do kasjerki, gdzie jest toaleta, lecz ta z beztroską, ze swojej nie udostępniają, i bez cienia refleksji, powróciła do kasowania produktów. Kobieta z dziećmi wybiegła, a za chwilę dziecko coś robiło na trawce pod sklepem. Zdarzyło się powiecie. Nie- to znak czasu. Ile razy wyglądam przez okno w moim domu widzę jak ludzie załatwiają swoje potrzeby w dziwnych miejscach. Za śmietnikiem, przed sklepikiem, za sklepikiem, Tuz przy drodze. Zastanawiam się, czy to już średniowiecze, czy za chwilę. Mamy wspaniałe budynki uzytacznosci publicznej z napisem toaleta dla personelu. A co z petentem?. Mamy supermarkety, w których zostawiamy swoje pieniądze, duże pieniądze, które zapomniały o naszej potrzebie skorzystania z toalety. I to najczęściej dotyczy dyskontów spożywczych, które na zewnątrz śmierdzą. W tym przypadku mówię , że na zewnątrz, bo w środku tez się zdarza, ale to z innego zaniedbania.
Wiele razy zastanawiam się nad nasza odpowiedzialnością za środowisko. Przecież to małe siusiu, mała kupka, malutki papierek po cukierku, malutka butelka po napoju , malutkie opona od samochodu, niepotrzebna wersalka. Widzicie, ile to już beztroski.
Uczymy się tego od maleńkości, bo czy ktoś widział toaletę w bliskości placu zabaw?
A może nad wodą, zdarzyło wam się" wstąpić w coś"?Nie,  no macie racje, czasami są takie zagródki gdzie niby można, ale jak?  Na kupę. W przenośni i na serio.
Pewnie,- każdy przed wyjściem  z domu potrzebę powinien załatwić . Prawda. Ale ktoś mówił, że są trzy prawdy. I ja się zgadzam.
No cóż w szkole to tez jest problem. Bo panie woźne narzekają na niehigieniczność uczniów,
A gdzie jest prawda?
Chyba to zwykle niedbalstwo , braki w wychowaniu, brak kultury i brak toalet. Brak toalet. Powtórzyłam świadomie.

A na pierwszy plan  wychodzi brak myślenia. Czy naprawdę musi być to zapisane w obowiązku sklepu, urzędu czy innego miejsca , aby pomyśleć, ze to nam się lepiej opłaca niż kupy nawozu tu i tam. Ale powiecie co z kupą po pupilach?
To też kultura. A kultury trzeba się uczyć na dobrych wzorcach.
 Bo to się samo nie załatwi.
Samo się nie zrobi.
A nasze potrzeby też bywają na poziomie podstawowym, ludzkim, i one są tak samo ważne jak ta wyższa, Jak można mówić o kulturze przy smrodzie odchodów?
To takie już wyostrzone spostrzeżenie.
Wiem, wiem nikomu tego nie trzeba uświadamiać. Wyrwałam się. Ale czy aby na pewno?

Jeszcze jedno miejsce zadziwiło mnie tym  problemem. Wiecie jakie? Dotykam świętości,.
Ale kościół też o ta potrzebę wiernych nie dba. A co to w końcu za potrzeba, powiem "gówniana"potrzeba.
Jak to się ma do wieczności?.
 Czepiam się.
Myślę jednak, ze w słusznej sprawie.


tekst ten omyłkowo umiesciłam na innym moim blogu, ale teraz jest we właściwym miejscu