"- Moja mama miała lepsze warunki, bo w swoim domu miała łóżko i materac i cztery razy na dobę zaglądałyśmy do niej na przemian, bo żadna z nas nie chciała brać na siebie trudu opieki. Ale miała dobre warunki, przy śniadaniu wypijała szklankę , potem też szklankę , za każdym razem piła szklankę. Dużo piła.
- czy sama się przekręcała na łóżku? ,
- Nie, leżała sobie. Potem nie chciała jeść i umarła.
- na co chorowała?
- na nic , umarła ze starości.-powiedziała córka, pielęgniarka z wieloletnim stażem zawodowym"
Najpierw przyjęłam tę rozmowę jako odbytą, bez emocji.
Potem spojrzałam na moją nieporadna, zupełnie niesamodzielną mamę i zaczęłam zadawać sobie pytania.Czy to, że całymi nocami czuwam nad spokojnym snem, że czasami talerz zupy jemy z mamą na kilka podejść, że szklanka picia to kilkanaście podejść i główkowanie jak napoić, by się nie zachłysnęła.
Gdy niepokój pojawia się przy kichnięciu, bo jak nie daj Boże katar czy kaszel to może sobie mama nie poradzić. Oklepywanie, przekładanie z boku na bok, oglądanie uważnie, czy gdzieś nie na zaczerwienionej skóry, czy ranki.
To kombinowanie, jak wzbogacić mamie dietę, bo to zatwardza, a to podnosi cukier, a to nie bardzo można zmiksować.
Nie wiem, może te warunki, jakie ma moja mama są zbyt skromne, może źle robię. Ostatnio wpadło mi do głowy takie zdanie-" nikt nie uczy się się jak być rodzicem" myślę, ze nikt nie uczy się jak być dzieckiem, rodzicem, małżonkiem. Mozna nauczyć się zawodu, i wykonywać go dobrze lub źle.