środa, 25 listopada 2015

trudny listopad

Bliscy odchodzą niespodziewanie zbyt wcześnie.

Nie z mamą wszystko w miarę dobrze. Jest słabiutka, ale zdrowa.
!3 listopada był pogrzeb 43 letniego wnuka mojej mam, mojego bratanka.
Uwinął się zbyt wcześnie, zostawił 14 letnia córcie i 4 letniego synka.
Mamusia, czuła to wydarzenie w sercu, bo jej zachowanie było inne.
Cichutka, skupiona, smutna.
Matka kuzyna jest załamana, jak by nie było, jedyny syn.
Sama wychowywała dwójkę dzieci, łatwo jej nie było.
Smutno.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Zaduszki

Dzisiejszy i wczorajszy dzień to dni zadumy.
Myśli same cisną się do głowy , o rodzinie, o tych żywych i tych co odeszli.
J chyba łatwiej mi zrozumieć życie i czyny tych co odeszli, niż tych którzy są.
Bo jak człowiek żywy, myślący i przypuszczam, ze zdrowy na umyśle może mówić
przykre, obraźliwe, fałszywe słowa, ranić do krwi i przejść nad tym do porządku dziennego. Nie przeprosi, nie prosić o wybaczenie bo coś , coś czy coś. Tylko wylać pomyje i udać, ze nic się nie stało.Nie mogę tego pojąć.

A moja mama ma się dobrze.
Kiedy w czerwcu była w szpitalu to USG jej zrobili i jakieś inne badania.
Jest fizycznie zdrowa.
Nie rozumie co się z nią dzieje i dlaczego, ale ta wiedza nie jest jej potrzebna,
 bo jest zaopiekowania.


Cieszyła by się teraz  kolejnym prawnukiem. Bo moja córcia urodziła synka.
I pewnie się cieszy po swojemu, bo mówię jej o wszystkim, odpowiada mi po swojemu, w języku którego nie znam, i obym nigdy nie poznała, ale rozumiemy się i tak nieźle..


Uśmiecha się czasami, i opowiada z przejęciem.


To takie małe dziecko, a właściwie powrót do dzieciństwa.O ile dziecka mowy my się nie uczymy bo po co o tyle je rozumiemy. Dziecko nauczy się naszego języka, wcześniej czy później. Mama nie nauczy się już naszego języka, zapomina go, choć czasem mam wrażenie ze rozumie co nieco. My nie nauczymy się ni jak jej języka

Trzeba się cieszyć bo jest z nami.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

paradoksy SŁUŻBY ZDROWIA

Od wielu lat zastanawiam się do czego jest służba zdrowia u nas.
Lekarz pierwszego kontaktu, na wyraźne wezwanie, jak ma czas przyjdzie do mamy, przebada, i co z diagnozą?
No może zlecić badanie krwi, nawet w domu.Tylko moja mama nie zawsze doczeka na czczo na pielęgniarkę, bo jak jest głodna to trzeba nakarmić, bo krzyczy.No powiedzmy, ze są wyniki. No ale badanie USG czy EKG to trzeba się zapisać i dowieść  mamę na badania karetką,Nie mają przenośnych.
No powiedzmy, ze mamy to. To jak nie znajdą jednostki chorobowej to jest problem, bo leki profilaktyczne piszą mamie na 100%, bo nie choruje. Znaczy musi być źle by było taniej. A tyle się mówi o geriatrii.
Moim zdaniem przede wszystkim profilaktyka, by nie cierpieli zanim  lekarze  postawia diagnozę.
Nigdy lekarz pierwszego kontaktu nie poradził jak zapobiegać. A i w szpitalu, nie zapobiegają np odleżynom. Jak są to długo lecza. Przy osobie leżącej nikt mi nie powiedział,że może pojawić się.  zapalenie pęcherza .  Jak zapobiegać?
A jak zapobiegać anemii, cukrzycy, odwodnieniu. Tego trochę dowiedziałam się z internetu, ale broń Boże wspomnieć przy lekarzu, że wiedzę podstawowa czerpiemy z internetu. Zaraz wyśmieją, ze co to za wiedza..
Dziwne to wszystko.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

szpital

do szpitala - tylko jak jesteś zdrowy i sprawny.

Jeśli jesteś chory, niesprawny, niekontaktowy---omijaj szpitale wielkim łukiem.
   Informacja lekarska-zerowa, informacja pielęgniarska- zerowa . 
   Opieka koszmarna, koszmarna .
 Wielka pretensja, że pacjent sam nie je, a one -co one mogą, Jak łaskawie karmią, to jeszcze taki się zachłyśnie wodnistymi pomyjami. A przecież podłączyły kroplówkę rano {rano?}, a że o godzinie jedenastej kroplówka utworzyła gulę wielkości arbuza to przecież wina pacjenta bo nie poinformował.  Kroplówka nie idzie,  bo jak się po interwencji okazało igła była w kształcie Z - to przecież mogła sobie nie wyrywać, bo kiedyś to ona szła,
 A, że upał 30 stopni i wody nie ma kto podać nawet kropli, to przecież podłączyły kroplówkę a że ta nie idzie to co ich to obchodzi.
  A lekarz jest codziennie---przed komputerem i czyta co tam u pacjenta.  O 10 tej jeszcze nie wie bo nie był na obchodzie[obchód od 8 do 12], potem idzie do domu,  a ten co jest to nic nie wie,  bo to nie jego sala, nie jego pacjent. Tylko ten co widział wie,  ale go już nie ma . Na wynik prześwietlenia płuc trzeba poczekać- ze trzy dni, pod warunkiem, ze nie trafi się na sobotę,  albo niedziele, bo to,to wydłuża czas oczekiwania.
  Jednego tylko nie żałują--środków uspokajających. Pacjent krzyczy, bo go nienapoili-  zastrzyk na uspokojenie, krzyczy bo tworzy się odleżyna, zastrzyk, Krzyczy bo boli brzuszek-jest zastrzyk. I tak z językiem wywalonym, pogięta w paragraf, czasem z głową na brzegu łóżka - kto by się przejmował-"my też mamy pacjentów , nie tylko pani mamę". Moja mama to nie pacjent. To stara kobieta, I tak jak nigdy nikomu źle nie życzyłam, to ma się ochotę rzucić klątwę. Tylko boję się, że się spełni i moje sumienie tego nie wytrzyma. 
  Pani dziś mi powiedziała anegdotę, ze mama dostaje leki dożylne. .Większość wlewa się bezpośrednio do organizmu, tworząc gule i bańki, skóra jest sina, czerwona, pozdzierana, i tak wygląda jakby zderzyła się z tirem..
  Inna pani pielęgniarka zapewnia ,ze opieka jest, ze to zależy od oddziału. No cóż- leżała tydzień na chirurgii w 2009 r. Nie polecam. Leżała tydzień na zakaźnym też w 2009 - nie polecam. Teraz leży na wewnętrznym--koszmar. Idzie ku gorszemu.
  Kiedyś na wypis czekało się na panią , która pisze na maszynie i wypisze, teraz wszyscy siedzą z nosem w komputerze a pacjent? Niech sobie leży. Niech czeka.
  Wypis o czternastej. Mama w domu 20,30. Sukces.Teraz trzeba zająć się leczeniem poszpitalnym. Ran, odleżyn, Popoić, dokarmić. Wyleczyć.
  Poznajecie te dłonie?


A te'' zaopiekowane ''miejsca






sobota, 16 maja 2015

zadziwienie

świat ciągle mnie zadziwia.

Ostatnio zadziwiła mnie polska służba zdrowia
Bo moje dziecko przywlekło do domu jakiegoś wirusa.U niego były wymioty i biegunka. Wizyta na pogotowiu, na szczęście był tam prawdziwy lekarz, który pomógł, zaopatrzył w dobre leki. Postawił diagnozę, co jest coraz rzadsze u lekarzy, tzw. lekarzy,a tych jest coraz więcej. Nie wiem z czego to wynika ale wielu z nich tak mocno uwierzyło,że jest lekarzem, ze zapomniało o pacjencie.
Po trzech dniach wirus zaatakował męża, u niego to biegunka.Wygnałam do "prawdziwego lekarza, diagnoza i słuszne leki.Tzw lekarz przyjechał do mojej mamy za dwa dni, kiedy dostała gorączki i wymiotowała. wezwane pogotowie przyjechało w czteroosobowej obsadzie,lekarz też , od drzwi wszystko mu się nie podobało, że czwarte piętro. że małe mieszkanie, że babcia tu a nie w POZcie.
Oddać do POZtu. Niemal nie połamał jej ręki gdy mierzył ciśnienie, nie osłuchał,nie obejrzał np gardła. Dał jakiś zastrzyk z no-spą, nie zareagował na wysoką temperaturę u mamy, i wyszedł.Stan mamy na chwilę się uspokoił. Po kilku godzinach temperatura nie spadała pomimo czopka jaki dałam samowolnie. Zadzwoniłam do nocnej opieki i ubłagałam by przyjechał lekarz, chociaż tam też dyżurowała kiedyś taka tzw lekarka, co to weszła, nie dotknęła mamy i powiedziała, że na coś trzeba umrzeć i po prostu wyszła. Więc trochę obawiając się, że trafimy na tamtą zadzwoniła i ubłagałam.Na szczęście przyjechała lekarka. Osłuchała mamę, obejrzała. zapisała antybiotyk do jak najszybszego podania.Po leku zaczęło coś się dziać. Oddech się uregulował. gorączka pomalutku spadała. Rano okazało się,że wirus zaatakował u mamy gardło, Chrypka mam to udowodniła .
  Lekarze są różni. Bo są lekarze i niby lekarze. Strzeżmy się tych drugich ,

A mam małą radę .Bo mama po wymiotach i wysokiej gorączce nie miała kroplówki tylko kazali dużo poić,Język mamy był tak opuchnięty, ze napoje spływały na poduszkę nie poiły mamy. Dobra dada poić strzykawką, tą od leków.Pomalutku. po kropelce, po jakimś czasie, język wróci do normy.Można wtedy normalnie poić.

wtorek, 5 maja 2015

"kwaśna Fiona"

Przy okazji moich kolejnych urodzin, stworzyłam "kwaśną Fionę".

Na bazie przepisu "Szrek", powstało cudowne ciasto.




 zamiast PYSIA trzeba użyć napoju lemonkowego . Pycha.


niedziela, 3 maja 2015

"leśny mech"

Mama ma trochę złe wyniki morfologii, trzeba jej żelaza, ale po żelazie farmakologicznym ma ogromne kłopoty ze stolcem.
Ugotowałam zupkę szpinakową i niestety mama źle ją przyjęła
Burak owszem, ale nie na okrągło.
Córcia znalazła rozwiązanie smaczne i pożyteczne.Kawałeczek ciasta nie zaszkodzi, a pomóc może.
A jak smakuje. Polecam ''Mech leśny''z owocami leśnymi . Osobiście poziomki zbierał mój syn a jagody, moja teściowa.



piątek, 1 maja 2015

jak zmieniła się moja mama?

Kiedy moja mama zamieszkała ze mną, była zagubioną kobietą, postawną i taką "dużą".

Potem  z dnia na dzień " gubiła umysł", 

Najpierw sama jadła, korzystała z toalety, sama się czesała, uwielbiała się kąpać. Z czasem zanikała jej samodzielność. Przestała się sama ubierać, moczyła się i zapominała, gdzie jest i co się z nią dzieje.Któregoś dnia zsunęła się z fotela i już nigdy na niego nie usiadła, stała się osobą leżącą. Od tego dnia zaczęły zanikać mięśnie, zaczęły powstawać przykurcze. Pojawiła się pierwsza odleżyna na stopie. Potem na boczku biodra. Długo nie mogłam wygoić tych ran. Dopiero wspomożenie krążenia pozwoliło na wygojenie ran. Od tego czasu codziennie oglądam uważnie każdy zakamarek ciała, i każde zaczerwienienie natychmiast zabezpieczam,maścią. Oklepuję, kontroluję poziom cukru, mierzę ciśnienie, myję i zmieniam pieluchy. Każde posiłek starannie przygotowuję, miksuję. Mama często się buntuje i niejeden raz  oberwałam po głowie albo gdzieś mnie chwyciła w mocnym uścisku, bolało. Mój kręgosłup też cierpi, bo mamę trzeba przekręcać z boku na bok. Trzeba dźwigać. A zmiana pościeli jest bardzo skomplikowana dla jednej osoby. Ale radzimy sobie. Tylko my dwie wiemy ile to nas kosztuje siły i pomysłowości.

Ciało mojej mamy dwa razy zmieniało wygląd, teraz jest malutką szczuplutką kruszynką, ale swoje waży. Cieszy mnie że ma apetyt, że smakuje jej prawie wszystko. Jest dobrze.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

szrek

Chciałam upiec ciasto szrek.Przejrzałam kilkanaście przepisów i nie ma innej zasady, oprócz tego ze ''szrek'' jest zielony. Ale'' mech leśny'' też jest zielony a ma swój oryginalny przepis.
Tak więc mój ''szrek''tak wygląda


Jest delikatny, subtelny i doskonały, taki jaj to Shrek

środa, 1 kwietnia 2015

rodzinne galimatiasy

Czyli jak rodzina widzi rodzinę.

  Od wielu lat, ci co mieszkają na posesji mojej mamy a więc mój brat i moja bratanica, ciągle chcą uporządkowania spraw majątkowych po zmarłym 20 lat temu moim tacie, szantażują rodzinę spaw,a
sadową, kiedy jednak ja założyłam sprawę wszyscy to olewają
  Mieszkają bez żadnych kosztów , bez obciążeń i wszystko maja w nosie.
A nawet przeszkadzają, podają złe informacje bo i tak to nie oni ponoszą odpowiedzialność za treść pod którą ja się muszę w imieniu mamy podpisać.Opieka codzienna to naprawdę 24 godziny w czujności .
  A jeszcze jakie okropieństwa wygadują o mamie, ci których wynosiła na piedestały, ukochani synowie, oni są pełni pretensji i nienawiści do matki. Nie była nigdy ideałem, ale przeszła przez życie z godnością,Ja nie wiem i nie chcę sobie wyobrażać jak ja bym ''przeżyła jej życie''
 Dzieciństwo z ''ciężkim''ojcem, wojnę, przesiedlenie, tułaczkę, budowę domu na biednej Kielecczyznie , na piachach wznoszenie ogrodu i w tym czasie pięcioro dzieci z ich zachciankami i kłopotami, zdrowotnymi też.
  Komuna tez kilkakrotnie podcinała jej skrzydła.
  Dzięki bogu miała przy boku męża, którego sobie ''wychowała''
  I tylko życie jej synów zawsze spędzało jej sen z powiek, czy żony ich nie krzywdzą, bo to kobiety są te złe. Córki zawsze miały sobie dawać radę, bo matka dawała sobie radę, zawsze ostrzej oceniała i synowe i córki. Teraz synowie mówią, że o nich nie dbała i łyżki wody od nich niech nie oczekuje.
Paradoks życia.
Jak to jest?
   Ja nigdy, ale to nigdy nie myślałam, że moja matka będzie ze mną mieszkała, że będzie potrzebowała mojej pomocy, i że ja się nią zajmę, wbrew logice,wbrew urzędom, wbrew rodzinie wreszcie.
Ot życie jest pełne niespodzianek.





poniedziałek, 2 lutego 2015

opiekun prawny

pomoc czy utrudnienie w sprawowaniu opieki?

Pomoc - bo można legalnie wypowiadać się w imieniu podopiecznej.
Pomoc - bo urzędowe sprawy nie muszą być zawieszane.
Pomoc- bo finansowe sprawy są łatwiejsze.


Utrudnienie - bo przybywa obowiązków,
zwłaszcza co do mienia, bo to trzeba opiekę i nad mieniem sprawować.
A jak na posesję mamy nie mam wejścia od kilku lat.???
Jak powiedzieć . ze mam spis zrobić.? Jak go zrobić/?
Kto w tym czasie zaopiekuje się obłożnie chorą kobietą.?.


No i ten czas, jaki jest od złożenia papierów do uzyskania postanowienia.
U mnie to podobno krótko trwało, bo tylko od maja do stycznia.
Dla mnie i mojej mamy to wieczność cała. Zwłaszcza, że od września była ubezwłasnowolniona,
 bez opiekuna prawnego.
Paradoksy polskie, niepojęte.

ZDROWIA wszystkim życzę.